Matczyna miłość- a co to? 05. lutego 2008 21:42:00

„Przecież traktuje was równo”- całe życie słyszę to zdanie. I całe życie jestem tym 2 synem, tym gorszym? Chyba tak… Od zawsze musiałem być grzeczny, dobrze się uczyć, nie mogłem mieć własnego zdania, zawsze musiałem się podporządkować… Nie ważne, co zrobię, zawsze dałoby się lepiej… skończ szkołę, zdaj maturę, dostań się na studia… ciągle to słyszałem… Udało mi się! I co z tego? Żadnego gratuluje… tylko kolejne wymagania… Słyszę ciągle przynieś, zrób, ugotuj, posprzątaj- czasem czuję się jak Kopciuszek, bo mój niewiele młodszy brat siedzi w tym czasie przy komputerze- jest nietykalny(umie to wykorzystać i ciągle to robi). Od zawsze dostaje ochłapy, z tego, co on zostawi… Od zawsze muszę się o wszystko prosić… a on pomyśli i dostaje…Nawet o miłość muszę się prosić.. ale i tak jestem najczęściej traktowany jak pomoc domowa, sprzątaczka, służący? Przecież nie musi się martwić, że gdzieś wychodzi- jak wróci będzie posprzątane, jak karze to obiad będzie na stole.. ale i tak za to dostane opieprz, bo czegoś nie zrobiłem, bo o czymś zapomniałem… A może kiedyś tak dziękuje?




Komentarze (4)


Chłopaki nie płaczą? 31. stycznia 2008 15:32:00

Podobno chłopaki nie płaczą? To ja jestem wyjątkiem? Wczoraj położyłem się jak zawsze… a jednak coś było inaczej… czułem, że coś jest nie tak ze mną. Jakby ktoś zabrał mi… duszę? Jakby coś mi ciągle uciekało? Chciałem krzyczeć a jednak nie mogłem wydobyć z siebie słowa. Tak bardzo chciałem się do Niej przytulić… a nie mogłem… Ona była daleko, w swoim łóżku i już dawno spała. Łzy same zaczęły mi napływać do oczu… próbowałem się powstrzymać, ale nie umiałem… Byłem niczym małe, bezbronne dziecko… Myślałem tylko o tym żeby się ukryć w Jej ramionach, bo wiem, że nikt mnie wtedy nie skrzywdzi, bo nikomu nie da tego zrobić! Jedynie ta myśl tamowała łzy…




Komentarze (3)


Wyznanie... 27. stycznia 2008 10:01:00

Słowa „Kocham Cię” to zbyt mało. Zbyt mało by wyrazić, co czuję. Nikogo w życiu tak bardzo nie potrzebowałem jak Ciebie. Pojawiłaś się w moim życiu tak niespodziewanie, niepozornie… nawet nie przypuszczałem, że tak się to skończy, nie przypuszczałem, że tak bardzo mogę kochać! Oddałem Ci nawet najmniejszą część siebie, i nadal czuję, że chcę dać więcej, każdego dnia chcę starać się o Ciebie jak na początku. Zrezygnuje z całego życia dla sekundy spędzonej z Tobą. Budzę się każdego dnia i moją pierwszą myślą jesteś Ty, tak jakbyś leżała obok mnie. Cały czas czuję Cię jakby obok, a raczej tam w środku mnie. Nie umiem tego wytłumaczyć, ani powiedzieć jak to się stało…, ale wiem, że dla Ciebie zrobię wszystko…, bo Ty trzymasz całe moje życie w swoich rękach… może to głupio zabrzmi, ale czuję, że chciałbym iść z Tobą przez całe życie… to od Ciebie zależy czy mi na to pozwolisz… Wiem, że nie powinno mówić się na zawsze, ale wyryłaś we mnie ślad, który będzie już do końca życia we mnie...




Komentarze (5)


Byłeś kimś więcej... 22. stycznia 2008 22:01:00

Dzisiaj jest dzień dziadka… dzień szczególny dla mnie. Byłeś dla mnie kimś więcej niż stopniem pokrewieństwa. Byłeś powiernikiem wszystkich moich sekretów, wszystkich smutków i żali… byłeś zawsze, kiedy Cię potrzebowałem… byłeś jak mój cień idący za mną przez życie. A teraz? Dzieli nas betonowa płyta z wyrytymi literami… Nigdy nie zapomnę tego sylwestra… miałeś być z nami tego wieczoru… Leżałem wtedy jeszcze w łóżku, gdy mama odebrała telefon… Krzyczała… Tata nie był w stanie nic zrobić i ja pojechałem z nią… a Ty… Ty leżałeś tam na ulicy bez tchu… siny… przykryty lekko czarnym workiem… Zanim Cię zabrali stałem tak nad Tobą którąś godzinę i patrzyłem… Chciałem podbiec i pokazać wszystkim gapiom, że żartujesz sobie… Nie mogłem uwierzyć, że zmarłeś od tak na ulicy… nie docierało do mnie, co się stało i wcale nie, dlatego, że byłem jeszcze dzieckiem… Zrozumiałem dopiero to na pogrzebie…, gdy zobaczyłem na śniegu czerwoną plamę… plamę z krwi spływającej po róży ściskanej w mojej dłoni.. Po tym bardzo długo bałem się chodzić spać… bałem się zamknąć oczy… zawsze widziałem Ciebie…

                                                                                                        




Komentarze (2)


Po co ufać ludziom?! 10. stycznia 2008 10:13:00

Ostatnio jechałem w pociągu z kolegą ze szkolnej ławki… 9 lat się znaliśmy w tym 3 lata gimnazjum siedzieliśmy w jednej ławce… a teraz nawet cześć? Nie widział mnie? A może nie chciał widzieć? Zacząłem się zastanawiać nad moją przeszłością. Każdy, kogo spotykam może powiedzieć „to mój przyjaciel- chodziłem z nim do podstawówki i gimnazjum, znamy się tyle lat..” a ja? A ja z tymi ludźmi nie chciałem mieć do czynienia w życiu… Czy 9 letnie dziecko powinno próbować się zabić?! Ale może od początku… Mój koszmar zaczął się dawno temu…, gdy trafiłem do 1 klasy podstawówki…, bo znalazłem przyjaciela… Pierwsza przyjaźń... nawet jedzeniem się dzieliliśmy. Aż nagle w 4 klasie coś mu odbija… Wszystkim mówi, że zepsułeś mu grę i masz mu oddać sporo pieniędzy( gra piracka- wtedy nie wiedziałem; zwyczajnie chciał mnie wykorzystać). Teraz jak sobie to przypominam to wydaje mi się to banalne, głupie a nawet żałosne. Wtedy jednak bardzo się bałem… wiedział, że nie pójdę do rodziców z tym… W szkole zaczął wszystkim opowiadać, że jestem biedny, że nie mogę nawet oddać mu za grę(niefart chciał, że trafiłem do klasy, w której każdy miał kupę pieniędzy). Zbierałem każdą złotówkę, która dostałem od rodziców… przez rok czasu patrzyłem się tylko jak koledzy jedzą słodycze, bo ja żyłem w świadomości, że muszę te pieniądze oddać. Zacząłem być traktowany jak śmieć. Jak ktoś niższego gatunku. Koledzy już w wejściu na mnie pluli… Bili kijami po twarzy i ciele… kopali jak upadłem… Nie mogłem nic zostawić na korytarzu, bo lądowało w koszu albo wc i musiałem wszystko wyciągać. W szatni miałem zawsze podeptana i brudną kurtkę… Wychodząc z lekcji biegłem szybko pod pokój nauczycielski i tam spędzałem wszystkie przerwy… Bałem się… Nie wytrzymywałem już tych poniżeń… siniaków… Wolałem umrzeć… Dziadek odebrał mnie ze szkoły jak zawsze i przywiózł do domu… zostałem sam… Wziąłem nóż… I gdy zacząłem ciąć wbiegł dziadek… wytracił mi nóż… jak nigdy czegoś zapomniał wziąć.. chyba papierosów i się wrócił… Pamiętam ten ból… łzy… płakał razem ze mną… stał się dla mnie wtedy kimś więcej niż dziadkiem… Opatrzył to, co zdążyłem naciąć… I obiecał, że nie powie rodzicom o tym, co chciałem zrobić… ani o tym, co inni mi robili… powiedział tylko o pieniądzach…. Najgorsze, że przez tyle lat musiałem do tych ludzi się uśmiechać i udawać, że nigdy nic mi nie zrobili…




Komentarze (7)



LINKI



melba | uuuuu | sasza | wszystko-na-bloga | chwile-zawieszone | Mailing